Bal zaczynał się coraz bardziej rozkręcać. Wszyscy tańczyli i bawili się. Muzyka rozbrzmiewała w najlepsze. Przy ogromnym stole siedział król i jego najstarsza córka. Nie była jeszcze zamężna, choć jej cztery młodsze siostry były już zaręczone. Dziewczyna patrzyła poważnie w okno. Jej ojciec doskonale znał ten wzrok. Niby bezuczuciowy, a jednak. Słońce mocno grzało na dworze. Było cicho i spokojnie. W sam raz na jazdę konną, lecz ona musiała siedzieć w sali balowej i się nudzić. Czasami bawiła się na takich balach, ale tym razem nie miała ochoty.
Niespodziewanie do sali wszedł nowy przybysz. Był to król sąsiedniego królestwa, mądry i sprawiedliwy władca, lecz miał jedynie dwadzieścia pieć lata. Nie znali się dobrze z królem, lecz jej ojciec postanowił go zaprosić.